Algorytm podziału dotacji bazowej instytutów PAN, czyli o dyktacie współczynnika kosztochłonności

Dotacja PAN

Tytuł bloga zobowiązuje do pisania o sprawach związanych z Polską Akademią Nauk. Ten wpis zadośćuczyni temu wymaganiu. Od dwóch lat obowiązuje nowy algorytm wyliczania dotacji statutowej (lub inaczej dotacji na utrzymanie potencjału badawczego) – najważniejszego źródła finansowania instytutów PAN – poprzez który dokonała się rewolucyjna zmiana. Zniknęła stała przeniesienia, gwarantująca (nieco upraszczając) stabilność poziomu finansowania. Co więcej, w momencie wejścia w życie szumnie ogłaszano, że od teraz to kategoria naukowa jednostki będzie miała decydujące znaczenie dla poziomu finansowania. Jak to z rewolucjami bywa, hasła i ideały były szczytne, a rezultaty …

Jakież było zdziwienie – i rozczarowanie – jednostek Wydziału I PAN (nauk humanistycznych i społecznych) z kategoriami A+ i A (odpowiednio 4 i 8 na ogółem 14 instytutów) kiedy okazało się, że ten nowy, lepszy algorytm wcale nie zapewnił wzrostu finansowania w 2015 najlepszym jednostkom. Co więcej, żadna z nich faktycznie nie zyskała, a część (z kategorią A) mocno straciła. Sumarycznie, instytuty Wydziału I straciły prawie 5 mln PLN w porównaniu z 2014, podczas gdy cała dotacja dla PAN w tym samym okresie wzrosła o 37 mln! Ujmując to inaczej: nowy algorytm sprawił, że całość zwiększonej kwoty dotacji przypadła w udziale pozostałym wydziałom, które przejęły także część ‚starej’ dotacji Wydziału I. Gdzie tu sens? Czy oznacza to, że instytuty humanistyczne były przy starym algorytmie tak obficie finansowane, że dopiero nowy, sprawiedliwy algorytm anulujący archaizm w postaci stałej przeniesienia doprowadził do właściwej zmiany i nowej alokacji środków? Hmm … mój comiesięczny pasek wydaje się mówić co innego.

Cóż, by zrozumieć co się stało, wystarczy spojrzeć na wzór algorytmu – dotacja nie zależy jedynie od kategorii jednostki naukowej (i liczby n – pracowników naukowych i zatrudnionych przy prowadzeniu badań), ale także, a może przede wszystkim, od współczynnika kosztochłonności badań. Jego rozpiętość wahała się w momencie wprowadzania algorytmu od 1.0 (nauki ekonomiczne) do 3.5 (nauki medyczne kliniczne), co oznacza, że dwie jednostki o tej samej kategorii i podobnej liczbie n mogą różnić się wysokością dotacji nawet trzykrotnie! Tak samo, jednostka z kategorią B (współczynnik kategorii 0.7) z nauk biologicznych będzie miała prawie jednakową dotację jak jednostka z kategorią A+ (współczynnik 1.5) z nauk humanistycznych (i większą niż jednostka z nauk ekonomicznych lub prawnych).

Same poziomy współczynników są w miarę logiczne – wiadomo, badania i utrzymanie sprzętu w naukach medycznych są droższe niż w naukach humanistycznych, choć w samym komunikacie nie ma nic o uzasadnieniu tych wielkości. I wszystko byłoby dobrze, gdyby dotacja statutowa szła wyłącznie na badania/utrzymanie aparatury. Ale tak przecież nie jest – dotacja w większości (zwłaszcza w przypadku instytutów humanistycznych, ale nie tylko) idzie na pensje i koszty wspólne dla wszystkich instytutów niezależne od ich profilu, takie jak np. administracja.

Na skutek reakcji środowiska nastąpiły pewne zmiany – określiłbym je jako gaszenie pożaru, ale nie rozwiązanie problemu. Nowym rozporządzeniem wprowadzono zapis, że dla instytutów z kategorią A dotacja jednostkowa (czyli wysokość dotacji na jednego pracownika z liczby N) nie może spaść. Wcześniej taki warunek obowiązywał jedynie dla jednostek A+. Wszystko świetnie, ale co z rokiem 2015, kiedy wiele jednostek A już straciło 15% (w ujęciu jednostkowym)? I kto uratuje Instytuty kiedy zacznie obowiązywać jedynie czysty algorytm, bez progów zabezpieczających? Bo w istocie te progi działają obecnie tak jak kiedyś stała przeniesienia.

Zmieniły się też nieco współczynniki kosztochłonności- maksymalna wartość spadła do 3.0 (z 3.5), nastąpiły też inne korekty (pojawiły się [!] m.in. nauki społeczne, wcześniej nie wyróżnione). Rezultat, czyli dotacja na 2016, nie był zbyt optymistyczny. Faktycznie, nie nastąpił dalszy spadek dotacji jednostkowej instytutów z kategorią A, ale wyraźnych wzrostów, porównywalnych choćby ze wzrostem całej dotacji dla PAN (o kolejne 40 mln PLN, czyli ok. 6.9%) nie widać. I trudno się dziwić – po podstawieniu odpowiednich danych do algorytmu wynika, że dotacja wielu instytutów Wydziału I powinna dalej spadać. Wprowadzenie progów ograniczających spadki jest tylko przedłużeniem agonii. Niektóre z instytutów już wysyłają swoich pracowników na bezpłatne urlopy. Nawet bardzo wyraźny wzrost ogólnej dotacji dla PAN sytuacji nie zmieni – algorytm i tak spowoduje alokację tej nadwyżki do pozostałych wydziałów. Dodatkowym czynnikiem działającym w tym kierunku jest to, że w instytutach należących do dziedzin o wysokiej kosztochłonności po prostu … opłaca się zatrudniać. Dotacja przypadająca na każdego nowego pracownika jest na tyle wysoka, że spokojnie pokryje jego pensję, zwłaszcza jeśli jest magistrem lub doktorem. Czy dociera do Was sedno tej obserwacji? Algorytm skonstruowany jest tak, że nie stawia żadnych barier do wzrostu zatrudnienia, i każdy nowy pracownik to odpowiedni wzrost dotacji, bo liczba N w algorytmie nie jest ‚zmniejszona’ żadnym współczynnikiem – 10% wzrost liczby N to taki sam wzrost dotacji. Nie jestem fanem ‚stałej przeniesienia’ ale wtedy wzrost zatrudnienia miał sensowne ograniczenie, bo liczba N miała wpływ jedynie na część ostatecznej dotacji. Oczywiście, możecie słusznie zauważyć że zatrudniać trzeba sensownie, bo każdy pracownik to konieczność zgłoszenia kolejnych publikacji do oceny parametrycznej. Zgadza się, ale jeśli przyjmujemy pracownika który z pewnością coś wyprodukuje przez 4 lata, plus mamy sporą pulę bardzo produktywnych pracowników, to takie ograniczenie nie jest zbyt mocne. A pamiętajmy że przy zmniejszeniu liczby zgłaszanych publikacji do 2N (obecny projekt rozporządzenia) to ograniczenie jeszcze słabnie. Ktoś może powiedzieć, że przesadzam. Ale chyba nie. W roku 2016 tzw. nominalny poziom odniesienia, będący ilorazem liczby N i kosztochłonności dla całego PAN wzrósł o 5.4% mimo, iż dla części dyscyplin kosztochłonność spadła. Oznacza to, że zatrudnienie wzrosło jeszcze bardziej niż te 5%. Ten trend będzie się moim zdaniem kontynuował, i pogorszy jeszcze i tak złą sytuację Wydziału I. No chyba, że będziemy zatrudniać więcej i szybciej niż reszta …

Algorytm można oczywiście zmienić. Ministerstwo, jeszcze w poprzednim składzie, świadome – ujmijmy to eufemistycznie – ‚niedoskonałości’ algorytmu, powołało  zespół do opracowania propozycji zmian. Zespół wypracował propozycję, która niestety ani nie została odpowiednio zakomunikowana w środowisku (czyli wcale), ani tym bardziej nie została przyjęta. Propozycja polegała na podziale dotacji bazowej na dwa strumienie. Jeden – z przeznaczeniem na badania/utrzymanie potencjału – będzie zależny od współczynnika kosztochłonności. Drugi – z przeznaczeniem na pensje – nie byłby od niego zależny. Tu decydowałaby głównie kategoria naukowa. I słusznie, bo profesor PAN powinien zarabiać podobnie, niezależnie od tego czy do badań potrzebuje dużego laboratorium, czy jedynie biurka, komputera i dobrej biblioteki. Rozwiązanie proste i uderzające w istotę problemu. Niestety trafiło do archiwum. Obecnie powołany został nowy zespół – zobaczymy jakie będą efekty jego pracy. Niestety nie zanosi się na to, żeby algorytm został zasadniczo zmodyfikowany. Zbyt wielu jest zadowolonych z takiego rozwiązania, a humanistyka – mimo deklaracji – wcale nie jest niczyim oczkiem w głowie.

Reklamy

Iuventus Plus V – czy będzie miejsce dla humanistów?

Iuventus

Wpis o programie Iuventus Plus ma dla mnie nieco sentymentalny wymiar. Kilka lat temu, pod wpływem wyników jednej z edycji i braku (lub prawie braku) wniosków humanistycznych, chciałem zacząć pisać bloga by dać ujście mojemu rozgoryczeniu. Blog wtedy nie powstał, ale przyszedł moment by wrócić do pierwotnego tematu. I jest to chyba moment ostatni, bo z dzisiejszych informacji wynika, że program Iuventus Plus zostanie zastąpiony przez nowy program „Sonatina”.

Iuventus Plus – edycja IV i V

Utrzymując na chwilę ton sentymentalny, kilka faktów z historii. Iuventus Plus edycja IV to 145 laureatów, finansowanie dawała ocena nie mniejsza niż 64 pkt na 100 możliwych (60 pkt za publikacje, 40 za projekt). Wniosków złożono 549, co dawało współczynnik sukcesu na poziomie 26.4%. W sumie rozdysponowano prawie 38 mln PLN, a średni poziom finansowania (256 tys. PLN) niewiele odbiegał od maksymalnej kwoty, o jaką można było aplikować (300 tys. PLN)

W ogłoszonej we wrześniu V edycji programu Iuventus Plus budżet wynosi 15 mln (jedynie 40% budżetu poprzedniego konkursu), a zgodnie z informacją MNiSW w tej edycji złożono ponad 900 wniosków. Jeśli średni poziom finansowania wniosku się nie zmieni (trudno przypuszczać by miałby być teraz wyraźnie niższy), to współczynnik sukcesu ma szanse spaść do … 6%.

Zasady w dwóch zdaniach

W obu ostatnich edycjach zasady są/były podobne. Ocena odbywa się na dwóch etapach. Etap I to ocena publikacji, za którą można otrzymać maksymalnie 60 pkt. Ocena odbywa się oddzielnie dla każdego obszaru nauki, a do następnego etapu przechodzi ok. 50% wniosków. Etap II to ocena projektu, maksymalnie za 40 pkt. Obie oceny są sumowane, i dla wszystkich wniosków (bez rozbicia na obszary) tworzony jest ranking.

Iuventus dla humanistów

Dla humanistyki wyliczenia dla V edycji to wieści wręcz hiobowe, bo skoro w poprzednim konkursie właściwie nie było wniosków z tego obszaru, to przy spodziewanym współczynniku sukcesu szans właściwie nie ma. Jednakże w regulaminie konkursu zaszły pewne zmiany, które mogą dawać nadzieję. W I etapie, gdzie oceniany jest dorobek publikacyjny, na wniosek Rady Młodych Naukowców (uchwała 21/2013) doszło do rozdzielenia nauk humanistycznych i społecznych (wcześniej, także na wniosek RMN, doszło do podziału na obszary). Wniosek RMN opierał się na słusznej argumentacji że „obszar nauk humanistycznych i społecznych jest zbyt heterogeniczny, i na skutek tego większość wniosków z obszaru nauk humanistycznych może odpadać już na pierwszym etapie oceny mimo odpowiednio wysokiego poziomu naukowego”. Istotnie, wśród nielicznych laureatów IV edycji z obszaru nauk humanistycznych i społecznych dominowała psychologia, pedagogika i ekonomia. W sumie naliczyłem 8 takich wniosków, co wskazuje że problem nie leżał jedynie w tym połączeniu – także nauki społecznie nie radziły sobie zbyt dobrze.

Rozdzielenie takie jest bardzo potrzebne, bo w wielu naukach humanistycznych najlepsze periodyki wcale nie są na liście A. W przypadku najlepiej znanej mi archeologii, na liście A są zazwyczaj czasopisma ze styku archeologii i nauk ścisłych (chemia, fizyka, nauki o ziemi), a więc o publikacji tam nie decyduje tylko jakość naszej pracy ale także konkretna działka którą się zajmujemy. Jednak przykład samej archeologii wskazuje, że takie rozdzielnie może nie rozwiązać problemu wniosków humanistycznych w Iuventusie, bo nawet w ramach jednej dyscypliny możemy mieć dwóch wybitnych badaczy z których jeden będzie miał publikacje na liście A, a drugi wcale (lub prawie wcale), bo publikuje głównie w uznanych czasopismach z listy C. Pamiętajmy że wg list czasopism za 2014 (a takie obowiązują w konkursie), różnica między maksymalną punktacją na liście A i C to 50 do 10. Czyli przepaść, w przypadku humanistyki (i tylko – podkreślam – jej!) nieuzasadniona. Nawet uwzględnienie monografii (25 pkt) nie załatwia problemu. Niestety, wyniki pierwszej tury konkursu w pełni potwierdzają te obawy.

Po wynikach I etapu

Dzięki uprzejmości jednego z wnioskodawców, jestem w stanie operować na konkrecie. Zgodnie z warunkami konkursu, osoba która uzyskała najwyższą sumaryczną liczbę punktów za maksymalnie 5 publikacji otrzymuje 60 pkt. Kolejne osoby w rankingu uzyskują odpowiedni % maksymalnej punktacji w zależności od stosunku ich punktacji do tego maksymalnego wyniku. Nietrudno zatem wyliczyć, znając indywidualny wynik, jaki był maksymalny wynik w danym obszarze. We wniosku o którym mowa było 5 publikacji za min. 10 pkt, w tym jedna monografia, a wynik oceny w I etapie … poniżej 20 pkt (na 60 możliwych)! Z wyliczenia wynika, że najlepszy wniosek z humanistyki opiewał na 215 pkt. (ministerialnych), co daje średnią 43 pkt na publikację … Można powątpiewać czy to w ogóle możliwe, ale niestety (dla wszystkich pozostałych wniosków) tak właśnie jest. Czy w obliczu takiej sytuacji zasady konkursu są sensowne (dla humanistów)? Publikacja przez młodego humanistę w krótkim czasie 5 artykułów w czasopismach z listy C, lub np. monografii i 4 artykułów, należy uznać za wynik wysoce zadowalający, ale w ramach obecnego konkursu Iuventus PLUS jest to rezultat, który nie da nawet 20 pkt, pozbawiając tym samym szans na końcowy sukces. Pamiętajmy bowiem, że po II etapie oceny (do 40 pkt za ocenę projektu) wnioski tworzą wspólny ranking – te które z I etapu mają mniej niż 30 punktów właściwie nie mają szans (w edycji IV, przy znacznie wyższym współczynniku sukcesu, próg finansowania wynosił 64 pkt).

A zatem jeden wniosek kładzie szanse praktycznie wszystkich pozostałych. Nie jest to oczywiście wina tego wybitnego wniosku – wspaniale że mamy takich młodych naukowców – ale zasad konkursu. Przypuszczam że symulacja przeprowadzona na wnioskach z poprzednich edycji, lub odrobina refleksji nad specyfiką publikowania w humanistyce, pozwoliłaby zdiagnozować potencjalny problem i wyeliminować go na poziomie regulaminu konkursu. Wystarczyłoby zachować rozdział na obszary nauk także w drugim etapie i końcowym rankingu. Chyba że … nikt nie przejmuje się zbytnio, że humaniści nie korzystają z finansowania w takim konkursie. To, niestety, bardzo możliwe – dla wielu sprawę rozstrzyga brak publikacji na liście A. Może powinniśmy się cieszyć, że choć jeden wniosek humanistyczny otrzyma finansowanie – to przecież i tak lepiej niż w poprzedniej edycji.

Kategoria A+ dla jednostek naukowych AD 2017

street-marathon-1149220_1920

To już ostatnie miesiące w 4-letnim maratonie jednostek naukowych którego metą jest kolejna ocena parametryczna. W przeciwieństwie do biegów, jej wyniki poznamy nie od razu, ale po przedłużonym okresie oczekiwania. Aby go nieco skrócić, warto przyjrzeć się zapisom dotyczącym przyznawania kategorii A+ i zastanowić się, co z nich wynika.

W poprzedniej ocenie parametrycznej, kryteria przyznania kategorii A+ a także ostateczne efekty zastosowania owych kryteriów nie spotkały się z powszechną akceptacją środowiska. Zgodnie z wynikami ankiety dot. oceny parametrycznej, przedstawionymi przez KEJN na konferencji 18 lutego 2015 r., zaufanie do sposobu typowania jednostek do kategorii A+ deklarowało 50% ankietowanych jednostek. Reszta była albo niezdecydowana, albo (26,7%) deklarowała brak zaufania. Zmiana kryteriów i sposobu wyłaniania jednostek A+ była jednym z ważnych celów, jakie KEJN postawił sobie przy pracach nad nowym rozporządzeniem.

Jak zatem wyglądają one wg nowego rozporządzenia (27 października 2015)? Przede wszystkim ilość jednostek A+ w danej Grupie Wspólnej Oceny nie będzie ograniczona do 25% najwyżej ocenionych jednostek danej GWO. Teraz ta liczba „zależy od pozycji międzynarodowej Polski w dziedzinie lub dziedzinach nauki reprezentowanych przez jednostki naukowe oceniane w danej GWO”. Tak więc już na samym początku mamy sytuację niejasną, potencjalnie kontrowersyjną. Wyobrażam sobie, że tę pozycję w naukach ścisłych wymierzyć będzie można zestawem wskaźników opartych na IF. Domyślam się, że nawet w tym przypadku rozstrzygnięcia mogą być kontestowane. Ale jak to zrobić dla humanistyki?! A zwłaszcza dla dyscyplin, gdzie ‚pozycja międzynarodowa’ nie ma właściwie zastosowania? To już chyba wolę te 25% … Jeśli to jest droga do rozwiania wątpliwości środowiska, to prowadzi raczej donikąd.

Co czeka nas dalej? Warunkiem brzegowym do konkurowania o kategorię A+ jest posiadanie kategorii A oraz wynik w kryterium I (publikacje) nie mniejszy niż 70% najlepszego wyniku w danej GWO. Patrząc na wyniki ostatniej oceny parametrycznej, większość jednostek z kategorią A spełniłoby ten warunek (sprawdzałem nauki społeczne i humanistyczne). Wyjątkiem jest GWO HS1SP, gdzie astronomiczny wynik SWPS (Wydział Zamiejscowy we Wrocławiu) pozbawiłby szans na kategorię A+ nawet tę jednostkę, która A+ dostała, nie mówiąc o jednostkach z kategorią A. Dodatkowo, jednostka musi wyróżniać się jakością i efektami prowadzonych badań naukowych, prac rozwojowych lub działalności artystycznej.

Dalej czeka nas 6 kryteriów, poddanych ocenie eksperckiej. W skrócie, te 6 kryteriów to: 1) publikacje 2) upowszechnianie osiągnięć, w tym działalność wydawnicza 3) udział w tworzeniu strategicznej infrastruktury badawczej 4) znaczenie wyników dla rozwoju gospodarczego Polski 5) osiągnięcia o szczególnym znaczeniu dla rozwoju społecznego Polski, ochrony dziedzictwa narodowego lub rozwoju kultury i sztuki 6) udział w realizacji międzynarodowych projektów badawczych.

Każde z kryteriów waży tyle samo i można otrzymać za nie maksymalnie 50 pkt. Oceny punktowe mają być uzasadniane przez Komisję.

Co z tego wynika? Mniej więcej tyle, że najważniejsze dokonania przedstawione do oceny punktowej w różnych kryteriach zostaną poddane dodatkowej ocenie przez ekspertów. Jak ta ocena będzie wyglądać, i jak zostanie oceniona przez środowisko – zobaczymy. Z pewnością dużo będzie zależeć od jakości samych uzasadnień. Ze wszystkich kryteriów tylko kryterium 1 przyjęło częściowo skwantyfikowaną formę, i to je można omówić nieco bardziej szczegółowo.

Kryterium 1 będzie oceniane na podstawie 3 wskaźników: a) średniej wartości ocen 25% najwyżej punktowanych publikacji b) wartości zmodyfikowanego indeksu Hirscha dla jednostki [cytowania publikacji pracowników powstałych w okresie objętym oceną] c) liczbę wysoko cytowanych publikacji, z okresu objętego kompleksową oceną, w których pierwszy autor lub autor korespondujący albo co najmniej połowa autorów są zatrudnieni w ocenianej jednostce naukowej.

Nie wchodząc w szczegóły punktów b) i c) wydaje mi się, że ich uwzględnienie spowoduje dołożenie kolejnego obowiązku sprawozdawczego dla jednostek, bo dla każdej publikacji trzeba będzie podać liczbę cytowań. Wg jakiej bazy? Cytuję za rozporządzeniem: „uznanej bazy publikacji o zasięgu międzynarodowym”. Zapewne zalicza się do nich Scopus i WoS, ale czy na przykład także Google Scholar (tu zapewne ścisłowcom ciśnienie skoczyło)? Nawet jeśli tylko te dwie, to wypadałoby żeby jednostka wyliczyła sobie cytowania wg obu, żeby zobaczyć gdzie wypadnie najlepiej. A czy uwzględnić należy jedynie cytowania do publikacji indeksowanych w tych bazach (czytaj: dla humanistów będzie to wskaźnik dość przypadkowy, bo nawet Scopus nie jest reprezentatywny, a już z pewnością nie dla czasopism polskich), czy też cytowania wychwycone przez bazy dla publikacji niekoniecznie indeksowanych?

A punkt a)? W przypadku jednostek humanistycznych, które w ramach 3N mogą zgłosić do 40% monografii, można założyć że wiele wypełni te 25% właśnie monografiami za 25 pkt, a być może i 50 pkt. Dla tych które tylu monografii nie przedstawią, jedynym ratunkiem jest posiadanie dostatecznie dużej liczby artykułów za min. 25 pkt, czyli w najwyżej punktowanych czasopismach z listy C plus nielicznych rodzynkach na liście A (w tym wpisie lista takich czasopism dla archeologii).

Dlaczego to wszystko jest ważne? W kontekście instytutów PAN, kategoria ma bardzo duży wpływ na poziom dotacji bazowej, będącej dla wielu z nich podstawą rocznego budżetu. Awans z kategorii A do A+ może oznaczać wzrost tej dotacji o maksymalnie 50%, ruch w przeciwnym kierunku, spadek o ponad 30%. Są to zmiany bardzo istotne, o skutkach trwających przynajmniej 4 lata, i ważne by zarówno kryteria, jak i wynikające z nich decyzje były jak najbardziej przejrzyste.

Nieznośne wyczekiwanie. Ile czasu mija od złożenia do publikacji artykułu?

clock-183071_1920

Jak często zdarzało się Wam zastanawiać kiedy w końcu do skrzynki mejlowej nadejdzie list od redakcji z informacją, że Wasz artykuł przeszedł (albo nie przeszedł) kolejny etap w procesie wiodącym (albo i nie) do upragnionej publikacji? Czy rozważaliście też kiedy wypada już zapytać redakcję o los tekstu wysłanego X (wstaw dowolną liczbę od 1 do nieskończoności) miesięcy temu? Ostatnio znajduję się w takim stanie niemal nieustannie i by nieco ukoić niecierpliwość postanowiłem napisać o … wyczekiwaniu.

Rozważając rzecz na chłodno, humanistyka powinna być wolna od takich rozterek. Nie bierzemy udziału w żadnym ‚wyścigu zbrojeń’, raczej nikt nas nie ubiegnie z publikacją bardzo podobnych badań, a nasze wyniki generalnie nie mają daty ważności – mogą być zacytowane i za 50 czy 100 lat. W czym więc problem? Ano przynajmniej dwa! Po pierwsze, realizujemy granty. By się z nich rozliczyć, a także zwiększyć szanse na dostanie następnych, potrzebujemy publikacji. W miarę szybko i najlepiej w dobrych czasopismach – co częściowo się niestety wyklucza. Po drugie, przynajmniej na początkowych etapach kariery jeden czy dwa dobre artykuły mogą być decydujące dla naszych szans na grant, post-doc’a, czy w końcu zatrudnienie.

Tak to wygląda z punktu widzenia autora. A co na to redakcje? Zapewne mielibyście tu wiele historii do opowiedzenia. Ja dorzucę swoje trzy grosze. Nie zrobiłem wielkiej ankiety wśród publikujących w czasopismach, więc rozważania oprę na swoich – bardzo skromnych – doświadczeniach i tym, o czym same redakcje publicznie informuję. Od razu uprzedzę, że chodzi mi o uznane czasopisma zagraniczne, w których publikacja zostanie doceniona nie tylko na rodzimym podwórku, ale także w bardziej międzynarodowej konkurencji.

Przez ostatnie półtora roku wysłałem artykuły do 3 zagranicznych czasopism. Zacznę od historii z happy endem. Redakcja 1 (USA, kwartalnik): artykuł wysłany we wrześniu 2014, w grudniu (po 3 miesiącach) przyjęty po recenzjach. Planowana publikacja – 3. numer w roku 2016, czyli po równo 2 latach od złożenia. A to i tak podobno lepiej niż jeszcze parę lat temu.

Redakcja 2 (USA, kwartalnik): tu szwankującą pamięć wspomaga system, który zarządza całym procesem redakcyjnym. Tekst wysłany pod koniec listopada 2014. Początek kwietnia 2015 (po ok. 4 miesiącach) – po recenzjach tekst ani nie przyjęty, ani nie odrzucony – czyli decyzja pt. ‚revise and resubmit’. Przy okazji wpadłem na zmianę redaktora, więc nie musiałem spieszyć się z poprawkami (bynajmniej nie ku mojej radości). Poprawiony tekst złożony w połowie listopada 2015. Dopiero kilka dni temu tekst został wysłany do ponownej recenzji (po 3 miesiącach w ‚zawieszeniu’). Czyli historia z ciągiem dalszymale nawet w przypadku sukcesu będzie to więcej niż dwa lata.

Redakcja 3 (UK, kwartalnik): tekst wysłany na początku września 2015. Po dwóch miesiącach mam informację że tekst był już u recenzenta (jednego), teraz muszą zapoznać się z nim 4-rej redaktorzy i zadecydować na kolejnym posiedzeniu. Mimo dwóch czy trzech posiedzeń nadal nie znam decyzji (kolejne 4 miesiące), bo zawsze kogoś tam brakowało. Miałem nadzieje że czarodziejskim sposobem pisanie tego postu spowoduje, że sprawa się wyjaśni- ale na razie pustki w skrzynce.

No dobrze – tyle wrażeń osobistych. Teraz pora na informacje dostępne publicznie. Część redakcji (piszę o czasopismach archeologicznych) podaje przy artykule kiedy został wysłany, przyjęty i wydrukowany. Podają oczywiście te redakcje, które mają się czym pochwalić. Poniżej prezentacja trzech z nich.

Na pierwszy ogień – Antiquity. Wydanie nr 349, luty 2016. Artykuły wysłane najwcześniej w lipcu 2014, najpóźniej w kwietniu 2015. Odesłane po poprawkach najpóźniej w lipcu 2015. Średni czas oczekiwania na decyzję (po recenzjach) to 3 miesiące, ale generalnie nie dłużej niż 4. Podsumowując – cały proces zajmuje od roku do półtora.

Cambridge Archaeological Journal. Wydanie nr 26, luty 2016. Opublikowane artykuły wysłane zostały generalnie w drugiej połowie 2014, dwa w lutym 2015 roku – czyli podobnie jak w Antiquity cały proces zajmuje 1-1.5 roku. W CAJ podane są daty nadesłania poprawionych tekstów po recenzjach, co zależy także od zaradności autora i trudno porównać je z danymi z Antiquity. Ten czas waha się od 3 miesięcy do 13. Ostateczna akceptacja tekstów następowała pomiędzy lutym a wrześniem, więc na sam druk czekało się od 6 miesięcy do roku.

Na koniec raczej wyjątek niż reguła (w humanistyce) – czasopismo z pogranicza archeologii i nauk ścisłych, z wysokim Impact Factorem – Journal of Archaeological Science. Nr 65, styczeń 2016. Różnicę widać od razu – opublikowane teksty wysłane nie w 2014 ale przeciętnie w połowie 2015 roku! Zarówno recenzenci jak i autorzy są zdyscyplinowani, bo teksty po poprawkach nadsyłano po średnio 4-5 miesiącach. Teksty do tego numeru ostatecznie akceptowane były w październiku – listopadzie. Aha, na tym jeszcze nie koniec. Większość tekstów ukazała się online już w listopadzie! Daje nam to przeciętnie pół roku na cały proces, głównie dzięki ograniczeniu czasu pomiędzy ostatecznym przyjęciem a ukazaniem się artykułu (online, ale także i drukiem). Co więcej, czasopismo córka JAS – JAS Reports – kusi informacją, że decyzja (jak rozumiem po recenzjach) może zapaść już po 4 tygodniach.

Co z tego wynika? Wydaje się że w większości czasopism czas przeznaczony na recenzje i decyzje jest podobny. Co je różnicuje, to czas pomiędzy ostateczną decyzją o przyjęciu a publikacja. W tym kontekście cieszy mnie to, że bardziej tradycyjne czasopisma starają się skrócić właśnie ten czas poprzez wprowadzenie pierwszej publikacji online – np. Annual of the British School at Athens ma swój ‚first view’. Artykuł po składzie nie czeka na skompletowanie tomu, tylko publikowany jest online. Dzięki temu autorzy mogą się cieszyć swoimi tekstami nawet i pół roku wcześniej. Jest to bardzo ważne zwłaszcza w przypadku roczników, ale jak widać z przytoczonych przykładów – nie tylko.

A jak wyglądają Wasze doświadczenia?

Zagraj to jeszcze raz, Sam – monografie w humanistyce

Monografie

Monografie to nadal istota humanistyki, i zapewne tak jeszcze długo pozostanie. Zarówno w Polsce jak i na świecie, co ważne o tyle, że często powołujemy się na rozwiązania przyjęte na „Zachodzie”.

Czy zatem rozwiązania obowiązujące w finansowaniu i ocenie badań i publikacji humanistycznych odpowiadają powyższemu stwierdzeniu? Śmiem twierdzić że nie, i to wbrew retoryce towarzyszącej nowemu rozporządzeniu dotyczącego oceny parametrycznej jednostek.

Monografia i habilitacja

Nowa ustawa szeroko otworzyła wrota z napisem „habilitacja bez książki”, podczas gdy wcześniej była to tylko wąska furtka wykorzystana przez nielicznych (w humanistyce). Efekt? Szybki przyrost (nie chcę pisać że lawinowy, bo nie sprawdzam w sposób systematyczny stron CK) habilitacji opartych na cyklu artykułów. Czasem bardzo dobrych cyklach, częściej takich sobie, skleconym wyraźnie na siłę, czasem także bardzo słabych. W rezultacie obniżenie jakości habilitacji – czy aby o to chodziło? – i zmniejszenie wagi monografii w awansie naukowym. Czy jestem zatem za powrotem do starego systemu? Raczej nie, ale rozwiązanie dla humanistyki w ustawie powinno być inne niż dla pozostałych dziedzin. Najpoważniejsze problemy jakie dostrzegam w cyklach artykułów to ich często słaby poziom, a przede wszystkim brak powszechnie przyjętych kryteriów oceny takiego cyklu, tak by były one równie rygorystyczne jak w przypadku monografii.

Monografie i finansowanie

Wiadomo, monografię trzeba wydać. A nawet jeśli wybierzemy ścieżkę cyfrową, powinna przejść proces recenzyjny i trzeba ja porządnie złamać. To wszystko kosztuje. Do 2016 roku istotną ścieżką finansowania monografii było dofinansowanie przez MNiSW działalności upowszechniającej naukę (DUN). Podmioty nieotrzymujące dotacji statutowej (fundacje, towarzystwa) mogły ubiegać się o dofinansowanie monografii i czasopism. Zmiana ustawy o finansowaniu nauki, i idące za nią nowe rozporządzenie dotyczące DUN (z dnia 27 października 2015 r.), kompletnie ucięły tę ważną gałąź finansowania, kładąc jednocześnie nacisk na digitalizację. W efekcie chcąc wydać książkę musimy zazwyczaj liczyć albo na swoją instytucję, albo na zainteresowanie ze strony prywatnego wydawcy.

Monografie a ocena parametryczna

To absolutnie kluczowa kwestia. Chcąc potwierdzić istotną rolę monografii w humanistyce, powinny być one odpowiednio docenione w ocenie parametrycznej. Na pierwszy rzut oka tak jest – wprowadzono przecież kategorię monografii wybitnej, która należy się wyróżnionym przez pewne gremia książkom. Tylko czy to rzeczywiście dobry pomysł? Po pierwsze – różne nagrody to różne kryteria, nad którymi nie ma żadnej kontroli. Po drugie, można się domyślać, że przepis doprowadzi do rozmnożenia się nagród. A ile tak naprawdę jest tych najważniejszych? Jedne z bardziej prestiżowych to te, przyznawane przez Wydziały PAN. W przypadku Wydziału I (nauki humanistyczno-społeczne), corocznie przyznawanych jest łącznie 5 nagród, w 5 kategoriach. Kategorii jest łącznie 15 , więc co 3 lata następuje powtórka. Czy 20 książek na 4-letni okres oceny to dużo? To chyba pytanie retoryczne. W ocenie parametrycznej za lata 2009-2012 w grupie nauk humanistycznych i społecznych zgłoszono … 13 462 monografii (Kulczycki, Drabek, Rozkosz 2015, 43). Poza tym, jak zwracał na to uwagę w swoim wpisie Piotr Stec, część książek może być wyróżniona już po zakończonej ewaluacji.

Istotna jest też relacja punktacji artykułów do monografii. W nowym wykazie miała miejsce inflacja punktacji na listach B i C. Obecnie wystarczą dwa artykuły z listy B by ‚zapunktować’ wyżej niż monografia. Nakład pracy i waga publikacji – zazwyczaj nieporównywalna. Co więcej, wg analizy Emanuela Kulczyckiego, Ewy Rozkosz  i Anety Drabek, ponad 24% zdarzeń ewaluacyjnych z czasopism na liście C pochodziło zaledwie z 10 periodyków. Wtedy ‚warte’ były 10 pkt, teraz większość ma 15, czyli (upraszczając nieco) jeśli liczba publikacji w tych 10 periodykach będzie podobna w latach 2013-2016, to będą one stanowić równowartość punktową ok. 1000 monografii.

Prawdziwym problemem – w moim przekonaniu – nie jest kwestia wyróżnienia najlepszych książek lecz obniżenia rangi książek słabych. W tym ogromie ‚twórczości monograficznej’ sporą część stanowią książki które są słabe lub bardzo słabe, ledwo spełniające kryterium 6-ciu arkuszy, wydawane w minimalnym nakładzie – to właśnie je trzeba zidentyfikować i częściowo wyeliminować poprzez przyznanie znacznie niższej liczby punktów. Obecnie dostają tyle samo co książki bardzo dobre, lub nawet wybitne, które nie załapały się na żadną nagrodę

Monografie – propozycja zróżnicowania

Wyjście z problemu widzę jedno – potraktowanie monografii tak samo, jak traktujemy artykuły w czasopismach. Nie każdy artykuł wart jest tak samo. Różnicujemy to oceniając czasopisma, mimo że nie każdy artykuł w najlepszym czasopiśmie będzie naprawdę wybitny. Ale to stosunkowa niska cena za sensowne rozwiązanie dla ogromu artykułów zgłaszanych do ewaluacji. Przyjmując podobną koncepcję dla monografii, możemy oceniać wydawnictwa, które je wydają. Wydawnictwa, tak jak i czasopisma, mają różne standardy, prestiż, mniej lub bardziej rygorystyczny proces recenzyjny – wszystko to decyduje o tym jak dobre (lub złe) książki wydają. Tylko – i tu pojawia się odwieczny problem ewaluacji po polsku – jak to wszystko zmierzyć i wycenić? Wyłonienie kilku najważniejszych wydawnictw światowych nie nastręczałoby chyba większych problemów – na myśl przychodzi Cambridge, Oxford, Princeton, Yale, Harvard, Chicago (oczywiście z dodatkiem University Press). Publikacje w tych oficynach powinny być wyceniane jako wielokrotność najwyżej punktowanych artykułów i dawać instytucji, w której zatrudniony jest publikujący tam naukowiec, sporą przewagę nad innymi. I w przynajmniej minimalnym stopniu rekompensować trud włożony w taką publikację w porównaniu do puszczenia książki w przeciętnym polskim wydawnictwie. Co z pozostałymi wydawnictwami?

Myślę, że rozwiązaniem byłoby rozsądne połączenie bibliometrii z oceną ekspercką. Żadna z dwóch głównych baz cytowań (Web of Science [WoS] oraz Scopus) nie indeksuje książek w sposób systematyczny, jednak można korzystać z cytowań do książek które znajdują się w indeksowanych czasopismach. Tak robiono przecież dla czasopism z listy B wyznaczając dla nich tzw. Predicted Impact Factor (o wdzięcznym skrócie PIF), a o próbie rankowania wydawnictw w oparciu o dane Scopusa przez holenderskich badaczy można przeczytać w tym artykule. Jeśli chodzi o wydawnictwie polskie, dla których wyniki w oparciu o Scopusa czy WoS mogą być znikome i mało reprezentatywne, można skorzystać z danych z czasopism już wprowadzonych do POL-index’u.

Dane bibliometryczne (cytowania) stanowiłyby podstawę rankingu, który należałoby zweryfikować oceną ekspercką. Po wynikach oceny czasopism z listy B ten punkt może się kojarzyć niezbyt pozytywnie, lecz wiele zależy tu od sposobu jej przeprowadzania. Do oceny wydawnictw zagranicznych należałoby zaprosić ekspertów polskich i zagranicznych ze znacznym dorobkiem publikacyjnym właśnie w zagranicznych wydawnictwach i czasopismach. Natomiast do oceny wydawnictw polskich włączyć tych naukowców, którzy publikowali monografie możliwie szeroko cytowane poza wydawnictwami swoich macierzystych jednostek – unikniemy wtedy, choćby częściowo, promowania ‚swojego’. Jeśli oba rankingi się pokryją – świetnie. Jeśli nie, należy zastanowić się skąd bierze się różnica, nie preferując a priori któregoś z rankingów. Last but not least – rozróżnienie na dziedziny naukowe byłoby tu istotne – niektóre wydawnictwa są wiodące w jednej dziedzinie, w innej mogą być zupełnie nieobecne.

I po co to wszystko? Ano po to, by rozwiązania powszechnie chyba akceptowane dla publikacji w czasopismach (oczywiście pomijając kwestie ‚wyceny’ konkretnych tytułów) miały zastosowanie także do najważniejszego elementu kariery w humanistyce – monografii.

PS. Celowo nie wspominam o ocenie eksperckiej monografii (i całego dorobku) w rozwiązaniu przyjętym np. w Wielkiej Brytanii. Moim zdaniem nie jesteśmy na nią gotowi, ani finansowo, ani środowiskowo.

 

 

 

Polska Akademia Nauk w liczbach

PAN-photo

Wszyscy znamy Polską Akademię Nauk, niektórzy z nas nawet tam pracują, ale chyba nie wszystko o niej wiemy. Oto kilka najważniejszych faktów i liczb – być może niektóre Was zaskoczą. Dane pochodzą ze sprawozdania PAN za rok 2014 oraz prezentacji Wiceprezesa PAN, prof. Pawła Rowińskiego, z posiedzenie prezydium KRASP 3 lipca 2015 r.

PAN jako korporacja

Najwyższym organem Akademii jest Zgromadzenie Ogólne. W jego skład wchodzi 329 członków krajowych PAN (stan na koniec 2014 r.), w tym 181 członków rzeczywistych i 148 członków korespondentów. W tej liczbie jest 18 kobiet (!). PAN ma także członków zagranicznych – jest ich 196 (w tym 4 kobiety).

Komitety: W ramach PAN w 2014 działało 15 komitetów problemowych i 95 komitetów naukowych. Liczba członków wszystkich komitetów 3 933, z czego 73.9% to pracownicy uczelni.

PAN i jego instytuty

Polskiej Akademii Nauk posiada 5 Wydziałów, w których skład wchodzi 69 instytutów naukowych. Są też 3 jednostki pozawydziałowe (Centrum Laserowych Technologii Metali im. Henryka Frąckiewicza Politechniki Świętokrzyskiej i PAN; Konsorcjum Biocentrum Ochota Polskiej Akademii Nauk oraz Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej)

W roku 2014, wg etatów w PAN zatrudnionych było 3 720,3 pracowników naukowych. Wszystkich pracowników było 8 701,2. Tym samym na jednego pracownika naukowego przypada 1.34 pracownika zatrudnionego na etacie nie-naukowym.

Największym instytutem wg zatrudnienia jest Instytut Fizyki Jądrowej (ponad 500 osób), najmniejszym – Europejskie Regionalne Centrum Ekohydrologii (17 osób).

W sumie w 2014 realizowano ogółem 3 265 projektów finansowanych ze środków NCN, NCBiR, MNiSW i innych podmiotów krajowych i zagranicznych. Wg statystyk NCN, jednostki naukowe PAN uzyskały 19% ogólnej liczby przyznanych w 2014 grantów, stypendiów i staży. Najlepszy wynik osiągnął Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, który miał 21 zakwalifikowanych wniosków.

Na studiach doktoranckich kształciło się w PAN 2 506 studentów, w tym 1 029 otrzymywało stypendia przyznane przez Instytuty.

Kategorie instytutów: Z 70 Instytutów naukowych PAN (w tym Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej), 12 posiada kategorię A+, 44 kategorię A, a 14 kategorię B. W najbardziej istotnym dla mnie Wydziale I, na 14 jednostek aż 4 ma kategorię A+, 8 kategorię A, i 2 kategorię B.

Dotacja podmiotowa na utrzymanie potencjału badawczego dla PAN, stanowiąca podstawę budżetów jego instytutów, wyniosła w 2015 roku 590 747 650 PLN (czyli 590 mln). Budżet PAN w 2014 roku to ok. 78 mln PLN.

Oddziały, stacje zagraniczne, młodzi naukowcy i publikacje

Oddziały PAN znajdują się w 9 miastach (samych oddziałów jest 8)- Gdańsk, Olsztyn i Białystok, Lublin, Kraków, Katowice, Wrocław, Łódź i Poznań.

PAN posiada także stacje naukowe za granicą – w Paryżu, Brukseli, Berlinie, Moskwie, Kijowie (Przedstawicielstwo „Polska Akademia Nauk” w Kijowie), Wiedniu i Rzymie.

PAN niekoniecznie kojarzy się z młodymi naukowcami, niemniej jednak przy PAN działa Akademia Młodych Uczonych PAN oraz Samorząd Doktorantów PAN. Ciekawostka – młodym uczonym w PAN jest się do ukończenia 38 lat.

Oprócz dziesiątek (jeśli nie setek) czasopism wydawanych przez instytuty, sama Akademia publikuje magazyn Academia oraz kwartalnik Nauka.

I to chyba koniec tego małego podsumowania wielkiej (pod wieloma względami) instytucji.

 

Pierwsze doświadczenia z Marią Skłodowską-Curie, czyli post-doc w ramach Horyzotnu 2020

Flagi_EU

Prawie zostałem PANem naukowcem na na emigracji. Brakowało niewiele, zapewne jakieś 7-8%. Niestety nie wiadomo dokładnie ile, mimo że wszystko działo się pod egidą Komisji Europejskiej. Ale zacznijmy od początku.

10 września poprzedniego roku złożyłem wniosek o post-doka w ramach Marie Sklodowska-Curie Actions, Horyzont 2020. Postanowiłem podzielić się kilkoma wrażeniami, bo chyba wniosków z Polski nie jest na tyle dużo żeby to, co piszę było dla wszystkich oczywiste. Budżet konkursu z 2015 – bagatela, 215 mln EUR, czyli prawie tyle co cały budżet NCN. Na początek jeszcze trochę liczb. Kwoty indywidualne – na pierwszy rzut oka – porażające. Podstawa to 4650 EUR, plus 600 EUR „mobility allowance” (dla każdego) i 500 EUR „family allowance”. ALE – są to kwoty wyjściowe. Na początek różnicuje je współczynnik krajowy – dla Polski jest to 76.4% (czyli naukowiec przyjeżdżający do nas dostaje taki procent tych kwot), dla Niemiec 98.8% a dla Wielkiej Brytanii 120.3%. Od tak wyliczonych kwot pracodawca (bo jesteśmy zatrudniani) odprowadza wszelkie daniny swoje i pracownika. Czyli … nie bardzo wiadomo ile się dostanie (zapewne w większości przypadków nie więcej niż 50% kwot wyjściowych). Rozumiem, różne przepisy podatkowe, zwolnienia, koszty itp. itd., ale myślę, że UE mogłaby sobie z tym lepiej poradzić.

Sam wniosek – bez wchodzenia w szczegóły – nacisk kładzie na rozwój nowych umiejętności, zarówno naukowych (np. nowe techniki) jak i tych związanych np. z z koordynacją i zarządzaniem projektami, pisaniem wniosków itp. W przypadku „czystej” humanistyki jest to problem, bo raczej nie pracuje się tu w laboratoriach. Co nie oznacza, że jest to niemożliwe –  mam nadzieje, że humaniści którym się udało ujawnią się w komentarzach. Archeologia ma nieco łatwiej, bo dzięki współpracy z wieloma naukami ścisłymi znacznie prościej stworzyć odpowiedni projekt.

Wyniki – recenzje – statystyki

Przed kilkoma dniami otrzymałem informację o wyniku – już w tytule mejla widniało słowo rejected, więc wątpliwości nie było. Co jeszcze dostajemy od Komisji Europejskiej (KE)? No tak, recenzje, a właściwie wyciąg z recenzji nazwany Evaluation Summary Report (ESR). Więcej nie będzie, jest to jedyny dokument dotyczący oceny wniosku. Jest on krótki (właściwa ocena zajmuje stronę) i zawiera zwięzłe podsumowanie zalet i wad projektu w każdej z trzech części – Excellence, Impact i Implementation. Niestety uwagi tam zawarte są mało pomocne, bo sformułowania są krótkie i b. ogólne (np. „The measures described for both communication and dissemination are reasonable but rather generic”). Niby wiadomo o co chodzi, ale przydałaby się wskazówka, konkret. Odwołać się można, ale nie od samych recenzji, więc ostatnie rozwiązania przyjęte przez NCN nie są niczym wyjątkowym. W ESR znajdziemy jeszcze ocenę w każdym kryterium i sumaryczny wynik. Mój to 83.5%, czyli chyba całkiem nieźle, ale chciałbym wiedzieć np. jaki był próg, ile osób dostało post-doki, jakie były projekty które będą finansowane.

Niestety, dotarcie do jakichkolwiek informacji nie jest proste, o czym chyba wie każdy przeczesujący strony dotyczące unijnych projektów (dziękuję p. Magdalenie Chomickiej z Krajowego Punktu Kontaktowego za pomoc). Podstawowe dane dotyczące konkursu zawarte są w tzw. „flash call info”, którego znalezienie zajęło 10 minut- ukryty był w rozwijanej zakładce, na samym końcu listy plików. Jest tam liczba wniosków, zgłaszane potrzeby finansowe, ilość wniosków które przeszły podstawowy próg (70%) i … nic poza tym. Co ciekawe, dla konkursu z 2014 nie ma nic więcej. Żadnych statystyk jakie znamy choćby ze stron NCNu w rozbiciu na dziedziny, kraje (u nas – województwa), itp. Jedynie na portalu CORDIS (kolejny adres www gdzie należy szukać informacji) możemy sprawdzić jakie projekty zgłoszone w 2014 dostały finansowanie. Ale znajdziemy tam tylko abstrakt projektu i instytucję przyjmującą – ani słowa o tym kto i do kogo przyjeżdża. Dodam tylko że tzw. „communication” i „public outreach” są jednymi z kluczowych aspektów wniosku i jego oceny …

Spróbujmy pozytywniej – czego można się dowiedzieć z tych skąpych informacji? Np. można wyliczyć procent sukcesu – na podstawie danych finansowych (czyli porównując budżet do kwoty wszystkich zgłoszonych projektów). Dla 2015 (post-doki w Europie) było to 17.8%. Dla Global Fellowships (2 lata poza UE i rok w UE) – 14.5%. W roku 2014 wniosków było mniej, a budżet większy, co zaowocowało wskaźnikiem na poziomie 23.2%. Dla porównania – FUGA 4 miała finansowy wskaźnik sukcesu na poziomie 27%.

Na portalu CORDIS można też zobaczyć, gdzie najczęściej wyjeżdżali naukowcy. Z 1332 projektów z roku 2014 najwięcej, bo aż 493, realizuje się w Wielkiej Brytanii. Potem przepaść – Francja (148), Hiszpania (130 – to dla mnie zaskoczenie) i Niemcy (117). Polska – zgadnijcie? 5 (słownie: pięć) – po jednym projekcie na Uniwersytecie Warszawskim, Jagiellońskim, Politechnice Wrocławskiej, w Instytucie Matematyki PAN i Collegium Civitas. Niestety nie ma ciekawszej jeszcze informacji dotyczącej ilości naukowców z danego kraju, którzy uzyskali granty MCSA-IF w 2014 czy 2015 roku. Z pewnością jest to wyższa liczba, bo jak można wyczytać ze zbiorczych statystyk za lata 2007-2014 dla Marie-Curie-Actions (ok, takie są), Polaków wyjeżdżających na „Intra-European Fellowships” (upraszczając – odpowiednik Individual Fellowship obecnie) było 126, a naukowców przyjeżdżających do Polskich – zaledwie 7.

Aha, progi. Na jeszcze innej stronie (blogu) znalazłem progi dla konkursu z 2014. Wahają się od 86.6 % (ECO – Economic Sciences) do 92.8% (SOC, czyli … Social Sciences and Humanities). Czyli tak jak i w FUDZE, humanistom (relatywnie) najtrudniej. A jak pociesza KE na owym blogu, każdego roku będzie jeszcze trudniej.